niedziela, 16 września 2012
2.6 - ``Ty plus impreza minus alkohol``
-Tak, kocham cię mała i to się nigdy nie zmieni. – powiedział uradowany chłopak ze łzami w oczach, po czym obdarował swoją miłość soczystym całusem.
-Ja też cię kocham. – wyznała dziewczyna. Tak, Amanda nigdy nie przypuszczała, że szpitalna stołówka może okazać się najromantyczniejszym miejscem na kuli ziemskiej, ale gdy Mallow wyłożył karty na stół, wiedziała, że to ten jedyny i bez sensu jest skrywać swe uczucia.
-No, ale dlaczego uważasz, że są sobie pisani? Bo co, bo Am straciła z nim dziewictwo? Błagam cię. Ty straciłaś ze mną i co z tego? – zadrwił Chris. Był konkretnie wkurzony tym, że Bieberówna go odtrąca. Wiedział, że na związek z nią ma niewielkie szanse, ale chciał nadal mieć z nią kontakt, przynajmniej taki jak kiedyś – spotykanie się z nią przez rodziców i przyjaciół. Ba, on sam zawsze traktował ją jak przyjaciółkę, w pewnym momencie zaczął nawet, jak młodszą siostrę (chociaż była kilka miesięcy starsza), ale to zmieniło się po ich pierwszym razie, wtedy wrócił do przyjaciółki. Teraz spodziewali się wspólnego dziecka, a ona uważa go za największego dupka świata. Prawda zachowywał się jak świnia, ale żałował, przeprosił…
-Nie chodzi o dziewictwo, czy jego utratę. Po prostu to widać. Jak na siebie patrzą i w ogóle.
-Nie wiedziałem, że jesteś taką romantyczką. – zaśmiał się.
-Bo nie jestem. Chcę, żeby moi przyjaciele byli szczęśliwi. – wyjaśniła.
-Tak, tak. Kiedy cię wypisują?
-A co cię to obchodzi? Jeżeli można wiedzieć.
-Nie można. Gadaj.
-Dzisiaj wychodzę. Nareszcie. Aha i żeby to było jasne, oni tu wchodzą, a do ciebie nagle zadzwoniła mama i musisz iść, zrozumiałeś?
-A co ja z tego będę miał? – spytał dociekliwie.
-E nic?
-W takim razie moja mama pozwoliła mi zostać dłużej.
-FRAJER!
-Puk, puk. Nie przeszkadzamy? – zapytał Trey wchodząc do sali.
-Zack! Ty chuju! Jak mogłeś przelecieć Jessicę?! – wydarł się Bieber wpadając do domu sąsiadów.
-Co? Justin, stary o czym ty mówisz? Usiądź i się uspokój.
-Jak mam się uspokoić?! Przez cały ten czas mi nie powiedziałeś?! – wykrzyczał
-Słuchaj, to nie tak.
-A jak?! Moja żona straciła z tobą dziewictwo, a ty mi nic nie powiedziałeś!
-Jus, nawet jej jeszcze wtedy nie znałeś. – wytłumaczył pan domu.
-Co jest? O cześć Justin. – przywitała się Vanessa schodząc na dół.
-Wyobraź sobie, że TWÓJ mąż i MOJA żona przeżyli ze sobą swój pierwszy raz! – gwiazdor wyjaśnił swojej przyjaciółce.
-Ale… ja o tym wiem. To przecież nic złego. Ty na pewno też miałeś wiele dziewczyn przed Jessicą. – pani Night uśmiechnęła się promiennie.
-Eee…
-O mój boże. Jus, nareszcie cię znalazłam. – wysapała zmęczona Jess.
-No, opowiadaj! – krzyknęła zniecierpliwiona Mirabel. Nie mogła się doczekać, aż usłyszy historię o tym, jak młody Mallow wyznał miłość jej przyjaciółce.
-Spokojnie. A więc, zamówił nam sheyki (…)
-Nie wierzę. Aaaaa, jesteście razem! Aaaa tak się cieszę. I kto by pomyślał, że mój pobyt w szpitalu przyniesie takie owoce. Wiesz co? Zamówmy pizzę. Tak, albo chińszczyznę. O, o albo naleśniki! Tak, zdecydowanie mam ochotę na naleśniki!
-Hah, czyżby pierwsze zachcianki?
-Taaak! Dzwoń!
-Justin, czy ty musisz to robić?! Naprawdę zawsze musisz coś odpieprzyć, żeby nie dali nam rozwodu?!
-Jess, kocham cię i nie chce się z tobą rozwodzić. Skarbie, dlaczego chcesz zepsuć nasze małżeństwo?
-To ty je zepsułeś!
-Kochanie, wybacz mi proszę. Spróbujmy jeszcze raz. Jeżeli nam się nie uda, obiecuje, że wtedy nie będę utrudniał rozwodu…
-Chris, debilu! Dlaczego nie powiedziałeś jej, co czujesz?! – wykrzyczał wkurzony Mallow.
-Bo, bo… a nie pomyślałeś, że może ja wcale nic do niej nie czuję?! To, że ty jesteś po uszy zakochany w Am, nie znaczy, że ja kocham Mirabel! Nie chcę z nią być, okay?
-Ty już nie wiesz, czego chcesz. Zachowujesz się, jak rozkapryszony dzieciak i nie obchodzi cię to, co dzieje się dookoła ciebie. A jak ona coś czuje do ciebie?
-Nie czuje! Sama mi to powiedziała.
-Kłamała!
-Nie kłamała! Powiedziała mi to prosto w oczy. To… bolało. – powiedział ze łzami w oczach.
-Misiu? – zaczepiła przysypiającego męża Vanessa. małżeństwo leżało w sypialni i oglądało jakąś komedię romantyczną, a że Zachary nie przepada ze tego typu filmami, strasznie go nudziły, zasypiał.
-Hm?
-Jak myślisz, Mi i Chris będą razem? – spytała z nadzieją.
-Nie wiem kochanie. Myślę, że jednak zostaną przyjaciółmi. – odpowiedział zgodnie z prawdą.
-Zack! Naprawdę nie chcesz, żeby nasz syn był szczęśliwy?! – oburzyła się kobieta.
-Kotku, uspokój się. Oczywiście, że tego chcę, i dlatego właśnie nie oczekuje, że zwiąże się z Mirabel. Dobrze wiesz, że charakterek to ona odziedziczyła po rodzicach.
-Amanda! Dlaczego ty masz faceta, a ja nie?! To niedopuszczalne! Kurwa no! Teraz żaden mnie nie zechce z tym brzuchem. O, o mam pomysł! Zanim jeszcze przytyje, będziemy codziennie chodzić do klubu we trójkę! Co wy na to?! – zapytała z entuzjazmem Bieberówna.
-Boże, Mi! Dopiero wczoraj wyszłaś ze szpitala i już o imprezach myślisz?! Nie, nie zgadzam się. Nie chcę, żeby mój chrześniak był jakiś walnięty, bo jego mamusi się zachciało balować w ciąży.
-Oj, no przecież nie będę piła!
-Tak, już to widzę. Ty plus impreza minus alkohol, mhm. – zakpił młody Mallow.
-No, to okropne, ale postaram się. Dla mojego maleństwa. – Mirabel dotknęła swojego płaskiego brzucha. Była w 7 tygodniu ciąży i już nie mogła się doczekać, aż zobaczy swojego dzidziusia.
-Kurwa, gdzie jest Chris?
-A po co ci on do szczęścia, kochana siostro? – spytała ciężarna.
-Mi, przecież idziemy do kina. Zawsze chodzimy we czwórkę.
-Jak sobie pojechał papa to chodziliśmy we trójkę i było fajnie.
-Już jestem, sorry za spóźnienie, ale matka się czepiała. To co idziemy?
-Posuń się idioto! – krzyknęła szeptem (o ile się tak da) Bieberówna. Jednak młody Night, do którego kierowana była ta wypowiedź, nic sobie z tego nie zrobił. – no weź tą łapę frajerze!
-Mi zamknij się i daj oglądać. – wtrącił się Trey.
-Jak ten spaślak przestanie mnie dotykać, to się zamknę… - znowu zero reakcji – kurwa ciulu to podchodzi pod molestowanie!
-Zamknij się! – krzyknęło kilka osób z przodu, za co zostali obdarzeni morderczym spojrzeniem Mirabel.
-Ten film był świetny! – pisnęła się panna Newcastle, kiedy we czwórkę wracali z kina.– eh niesamowity!
-No niezły. – potwierdził Christian.
-Niezły? Był najlepszy!
-Z pewnością lepszy od pierwszych trzech części. – wtrącił się Trey. Córka Biebera od nieprzyjemnej sytuacji na Sali kinowej nie odezwała się ani słowem. Przyjaciele byli tym faktem bardzo zdziwieni, aczkolwiek woleli, żeby trochę pomilczała, niż przez cały czas nadawała jak katarynka, co zdarzało się nadzwyczajnie często, szczególnie ostatnio.
-O, mam pomysł. To znaczy nie pomysł, ale raczej obowiązek, gdyż moja wspaniałomyślna mama wymyśliła sobie dzisiaj kolacje sąsiedzką, czy tam przyjacielską, chuj wie jak to tam nazwała. Mniejsza. Chodzi o to, że za 10 minut ja i panienka Bieber mamy zjawić się w moim salonie elegancko ubrani, więc niestety, ale musimy was zostawić samych. Chodź Mi. Idziemy. – wyrecytował młody Night i pociągnął koleżankę za rękę w przeciwną stronę.
-Debilu! Przecież żadnej kolacji nie ma! – krzyknęła Bieberówna, gdy oddalili się jakiś kawałek od zakochanych.
-No przecież wiem. I się nie drzyj. Oni chcą pobyć trochę sami. Dopiero wczoraj wyznali sobie swoje uczucia, a ty już im się wpychasz i nie dajesz szansy, żeby poszli na jakąś randkę czy coś. Myślisz, że dlaczego Mallow poprosił mnie, żebym z wami poszedł? – spytał, a Mirabel aż stanęła w miejscu. – tak ślicznotko, dlatego, że głupio im było cię wyprosić, a gdybyś poszła z nimi tylko ty, byłby to normalny przyjacielski wypad. – córka Justina słysząc to zawróciła i pobiegła w nieznanym kierunku. – Mi, stój! – próbował ją dogonić, ale na marne. Była już za daleko.
Amanda wraz ze swoim chłopakiem postanowili przejść się do ‘’chaty”. Tak do miejsca w którym nie tak dawno Trey rozdziewiczył swoją ukochaną. Szli w ciszy, ale jak to w miłości bywa – nie zawsze, ale bywa – cisza nie była krępująca. Trzymali się za ręce i powoli mijali odległość dzielącą ich od tego – bardzo dla nich ważnego – miejsca.
Biegła ile sił w nogach, a po jej policzkach spływało coraz więcej łez. Miała nadzieję, że poszedł dla niej, żeby przynajmniej ją podenerwować, że mu na niej zależy, ale nie. Okazało się, że poszedł tam na prośbę przyjaciela. Czy naprawdę się we wszystko wpycha? Czy wszystkich dookoła wkurza? Czy jest komukolwiek potrzebna?, myślała. Czy jest ktoś na tym świecie, kto ją kocha lub przynajmniej darzy jakimś silnym, pozytywnym uczuciem? Czy jej życie ma jakikolwiek sens? Te i inne pytania dręczyły ją od jakiegoś czasu. Tylko na jedno znała odpowiedź. Musi żyć. Musi dla swojego jeszcze nienarodzonego dziecka. Nie podda się choćby miała zostać sama, bez rodziny, faceta, przyjaciół, znajomych. Zawsze będzie miała przy sobie dziecko, dla którego jest w stanie poświęcić wszystko, bo mimo, że na razie widziała je jedynie na zdjęciu USG, kocha je i nie wyobraża sobie, że mogłaby je stracić…
środa, 11 lipca 2012
2.5 - `Nadzieja matką głupich`
-Bardzo bym tego chciała…
Dziewczyna nie zdawała sobie sprawy, że Christian chciał jej wyznać coś bardzo istotnego i nieświadomie zaprzepaściła szansę, by dowiedzieć się prawdy o uczuciach swojego gościa. Chłopak jeszcze przez chwilę analizował słowa, które Mirabel skierowała w jego stronę, a po jego policzkach spływało coraz więcej łez. Nie wstydził się płakać przy niej. Myślał, że właśnie przez to zrozumie, że zależy mu na niej i na *zawiniątku, które bądź co bądź wspólnie stworzyli, jednak Bieberówna w ogóle nie zwróciła na to uwagi. Leżała tak jak wcześniej, a jej wzrok utkwiony był w ścianie, która nagle wydała się bardzo ciekawa. Młody Night widząc obojętność w oczach koleżanki zirytował się, a w środku zaczęło mu się gotować. Przez moment siedział niecierpliwie wyczekując jakiejkolwiek reakcji ciężarnej, ale na marne. Będąc już u schyłku wytrzymałości wstał, a po chwili w całym szpitalu dało się usłyszeć trzask drzwi dobiegający z oddziału dziecięcego. Dziewczyna spojrzała na wejście sali nr.91, gdzie przebywała od kilku godzin, i poczuła okropne wyrzuty sumienia.
Przyszły ojciec błąkał się po ulicach Los Angeles rozmyślając nad przyszłością. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jest grubo po 2 w nocy, że już dawno powinien być w domu, a jego matka się martwi, ale niewiele go to obchodziło. W chwili obecnej myślał tylko o tym, żeby być sam, pomyśleć i odizolować się na pewien czas od jakichkolwiek ludzi. Na myśl przyszło mu, żeby wyjechać, a może wtedy Mirabel zrozumie, że mu jej brakuje, że kocha go i zadzwoni błagając, żeby wrócił. Zaśmiał się ze swoich niesłychanie zabawnych pomysłów i udał się do parku.
Następnego ranka młody Mallow wybrał się do swojej przyjaciółki, w której już od dawna był zakochany na zabój, która zawsze go odrzucała, a jednak przespał się z nią kilka nocy temu. Będąc już pod willą zapukał do drzwi posiadłości państwa Newcastle, a otworzył mu pan domu – tata Amandy, Jonatan. Ojciec dziewczyny uwielbiał przyjaciela córki, więc wpuścił go z otwartymi ramionami i poinformował, że jedynaczka jest u siebie. Trey na pamięć znał drogę do jej sypialni. Znajdując się przed wejściem do wspomnianego wcześniej pomieszczenia zapukał, a nie słysząc sprzeciwu wszedł do środka. Usiadł na łóżku i przyglądał się wystrojowi nowocześnie urządzonego pokoju. Nie minęło 10 minut, a z łazienki wyszła jego – prawie naga – ukochana. Miała na sobie jedynie krótki ręcznik przewiązany na piersiach, który ledwie zakrywał jej zgrabne pośladki.
-Cześć mała. – Trey uśmiechnął się d niej oblizując usta.
-T-trey? Co ty tutaj robisz? – zawstydziła się.
-Czekam na ciebie. Musimy porozmawiać… o naszej wspólnej nocy. – dziewczyna zaniemówiła. Nie sądziła, że będą poruszać ten temat, bo do chuja co ona ma mu powiedzieć? Ma się przyznać, że jest w nim cholernie zabujana od zerówki, czy może skłamać, że ta noc zupełnie nic dla niej nie znaczy?
-Em… poczekaj, ubiorę się – i zanim chłopak zdążył cokolwiek powiedzieć, Amanda złapała pierwsze lepsze ubrania z szafy i zniknęła za drzwiami łazienki. Po dłuższej chwili wyszła z pomieszczenia i przysiadła obok przyjaciela. – to o czym chciałeś porozmawiać?
-Pamiętasz ostatnią imprezę, prawda? – przytaknęła. – i pamiętasz co stało się zaraz po niej. – tym razem użył zdania twierdzącego, ale mimo to dziewczyna odpowiedziała pozytywnie. – Czy… czy ten seks coś dla ciebie znaczył? – młody Mallow spytał z nadzieją. Amanda chwilę zastanowiła się, co ma mu odpowiedzieć, po czym postawiła na najprostszy sposób.
-Oczywiście. To znaczyło dla mnie bardzo dużo.
-Naprawdę? Byłaś trzeźwa, chciałaś tego…
-Tak. Chciałam tego. To był mój pierwszy raz i kiedy poczułam, że jestem gotowa, chciałam to zrobić z kimś na kim mi zależy. Trey, jesteś moim przyjacielem i wiem, że tobie też na mnie zależy, i gdyby coś poszło nie tak, gdyby mnie bolało, zrozumiałbyś i po prostu mnie przytulił, więc pomyślałam, że skoro jesteś wolny… to co ci szkodzi mnie rozdziewiczyć. Wydaje mi się, że tak było lepiej, niż gdybym poszła do jakiegoś nieznajomego faceta, który potraktuje mnie jak kolejną szmatę do przelecenia. Ciebie przynajmniej znam od wielu lat. – uśmiechnęła się.
-Aha… Naprawdę myślisz, że traktuję dziewczyny, z którymi się przespałem jak szmaty?
-No. Same to, że mówisz ‘’przeleciałem’’ świadczy o tym, co o niej sądzisz, że jest dla ciebie szmatą, kolejną dupą do zaliczenia. – wytłumaczyła, po czym wstała i udała się w stronę drzwi. – Chcesz coś do picia?
-Nie, dzięki. Pójdę już.
Dziewczyna leżała w swojej szpitalnej sali i zastanawiała się, jak ma przeprosić Christiana, bo mimo tego, że on pierwszy ją skrzywdził, to przecież przeprosił, wrócił i starał się to naprawić, a ona tylko mu to utrudniała. Miała z tego powodu okropne wyrzuty sumienia. Przez całą noc nie spała, tylko myślała o chłopaku, z którym już zawsze będzie ją coś wiązać. Wiedziała, że tak szybko mu nie wybaczy, aczkolwiek głupio jej było, że powiedziała, że nie chce, żeby był ojcem jej dziecka, bo doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że bardzo go tym zraniła. W końcu przyznał, że zależy mu na tym brzdącu, że je kocha. W końcu to też jego dzieciak i nic tego nie zmieni. Nagle usłyszała pukanie do drzwi.
-Wejść! – krzyknęła na tyle głośno, żeby osoba stojąca za nimi to usłyszała.
-Cześć – Mirabel bardzo się zdziwiła. Do jej sali wszedł Trey we własnej osobie. – możemy pogadać?
-Cześć. Jasne, siadaj. – chłopak siadł na krześle stojącym obok łóżka i patrzył się w okno. – no więc o czym chciałeś pogadać?
-Mi, czy ja traktuje dziewczyny jak szmaty?...
Małżeństwo siedziało na ławce przed salą sądową czekając na drugą rozprawę rozwodową, której termin niestety troszkę się przedłużył. Jessica miała na sobie granatową sukienkę, do tego błękitne buty oraz kopertówkę i marynarkę tego samego koloru. Justin zaś obcisłe czarne spodnie i białą koszulę z trzema rozpiętymi guziczkami od góry.
-Czy my naprawdę musimy się rozwodzić? – spytał niepewnie mężczyzna.
-No oczywiście. A co nie chcesz poślubić matki swojego dziecka?
-To nie jest moje dziecko. Owszem przespałem się z nią kilka razy, ale zawsze się zabezpieczałem. Uważasz, że 2 gumki by pękły?
-Wątpię, ale Jus, dlaczego to zrobiłeś? I proszę cię nie mów mi, że to był impuls, bo impulsem był nasz ostatni seks. – powiedziała spokojnie kobieta.
-No dobra. Przyznam się. Byłaś moją pierwszą partnerką i po prostu chciałem zobaczyć jak to jest z kimś innym, ale to wymknęło się spod kontroli. Ty nie straciłaś dziewictwa ze mną. Miałaś jednego partnera, prawda?
-Tak. Ale nie robiliśmy tego z miłości, chcieliśmy tylko zobaczyć jak to jest.
-A kto to był?
-Um… Naprawdę chcesz wiedzieć? – Justin przytaknął. – No dobrze. To był… Zack
-Że co?! Pieprzyłaś się z Zackiem?
-Zamknij się może co? Nawet cię jeszcze wtedy nie znałam.
-Prosimy na salę…
-Tak, tak mi się wydaje. Ale Trey, spokojnie… Czy ja traktuje chłopaków jak zabawki? – spytała Mirabel z uśmiechem. Chłopak przez chwilę się zastanawiał. – Ależ oczywiście, chociaż ostatnio…
-Chociaż ostatnio zrozumiałaś, że kochasz Chrisa i nie bardzo ci to wychodzi. – odpowiedział jej po czym obdarzył ją smajlem.
-A ty co? Rozumy wszystkie pozjadałeś? Wcale tak nie jest. Nie kocham Nighta.
-Tak, tak wmawiaj to sobie dalej.
-W takim razie ty najpierw przyznaj, że jesteś na zabój zakochany z Amandzie!
Dziewczyna wzięła torbę z rzeczami dla Belli i szła odwiedzić ją w szpitalu. Niedaleko miejsca pobytu jej przyjaciółki ujrzała Christiana. Podeszła do niego i przywitała się.
-Cześć Chris. Boże, jak ty wyglądasz. Wróciłeś na noc do domu?
-Cześć. Ależ oczywiście.
-Przez wróciłeś na noc do domu mam na myśli, wróciłeś ze szpitala, poszedłeś spać i rano wstałeś, a nie chodziłeś przez całą noc po mieście, a nad ranem poszedłeś się odświeżyć i znów wyszedłeś.
-To nie. I wcale nie po mieście, tylko po parku.
-Och, chodźmy do niej.
Kiedy byli już pod salą szpitalną, w której leżała Mirabel, usłyszeli, że dziewczyna z kimś rozmawia.
-…Nie kocham Nighta.
-…
- W takim razie ty najpierw przyznaj, że jesteś na zabój zakochany z Amandzie!
Panna Newcastle już chciała pukać, kiedy Chris złapał ją za rękę.
-Poczekaj, zobaczymy co powie.
-Nie chce podsłuchiwać
-…Tak kocham ją…
-I co? Jednak się opłacało. Chodź zobaczymy, kto jest twoim cichym wielbicielem. – zapukał i otworzył drzwi. – Cześć wam! – rzucił. Zaraz za nim weszła koleżanka.
-Amanda? – przestraszył się Trey.
-Wszystko słyszała stary – szepnął mu na ucho, a Mallow oblał się rumieńcem.
-Cześć Mi, przy- przyniosłam ci rzeczy.
-Em. Dzięki. Przepraszam was, czy mogłabym przez chwilę zostać sama z Christianem? –spytała niepewnie córka Biebera. Wszyscy się mocno zdziwili nawet sam Night, ale przyjaciele spełnili jej prośbę i wyszli do szpitalnej kafejki.
-No, to o czym chciałaś porozmawiać?
-O niczym, po prostu oni muszą pogadać na osobności, bo miewam, że słyszeliście naszą rozmowę?
-No, gdzieś od tego momentu, w którym mówisz, że mnie nie kochasz, choć mam nadzieję, że raczej chodziło o mojego ojca.
-Nadzieja matką głupich…
niedziela, 24 czerwca 2012
2.4 - `Jej chłopakiem`
-Tak słucham? Halo!
-Cześć Mi.
-Chris?! Spierdalaj!
-Nie! Czekaj! Nie rozłączaj się! – krzyknął chłopak, ale w odpowiedzi usłyszał dźwięk przerywanego połączenia. – nosz kurwa! Chris debilu wszystko zjebałeś! Ona nie chce cię znać! I co ja mam teraz zrobić? – kłócił się sam ze sobą.
-Mirabel słonko, cześć. –przytulił dziewczynę Zack.
-Cześć wujek. – cmoknęła mężczyznę w policzek. – co tam?
-Normalnie. Raczej chciałem zapytać co u ciebie? Byłaś już u ginekologa? – córka Biebera aż wypluła napój, który właśnie piła. – Christian mi powiedział.
-Mhm. Wujek, ja wiem, że to twój syn i w ogóle, ale nie będziesz go bronił czy usprawiedliwiał, prawda? – spytała z nadzieją w głosie.
-Nawet nie mam zamiaru. Naważył piwa, niech je wypije. – zaśmiał się Zachary. – kurde, ciągle nie mogę pojąć tego, że będę miał wnuka. Mam nadzieję, że ten brzdąc nie będzie mi mówił per dziadku, bo się załamię. Co pomyślą moje koleżanki z fitnessu, które wierzą, że jestem kawalerem – tym razem oboje się zaśmiali. Dodajmy, że Mi zrobiła to pierwszy raz (na trzeźwo i szczerze) odkąd dowiedziała się o ciąży.
Dziewczyna siedziała w salonie przed telewizorem i skakała po kanałach. Zatrzymała się na MTV i zaczęła oglądać program „Nastoletnie matki”. Uśmiechała się widząc małe bobasy i wyobrażała sobie siebie w roli rodzica. W pewnym momencie usłyszała dźwięk dzwonka. Uświadamiając sobie, że została sama w domu, podeszła do drzwi i bez wyglądania przez wizjer (?) – czego swoją drogą chwilę później pożałowała – otworzyła ``wrota``. Niestety nie zadowolił ją widok za nimi. W progu stał młody Night.
-Cześć – powiedział dość cicho, jednak Mirabel to usłyszała i, gdy już chciała zamknąć drzwi, przytrzymał je nogą. – proszę porozmawiajmy. – wyszeptał błagalnym tonem.
-Nie mamy o czym – wysyczała.
-Mi, proszę wysłuchaj mnie! Ja wiem, że zachowałem się jak ostatni dupek, i że nie zasługuje na wybaczenie, ale proszę cię chociaż mnie wysłuchaj.
-Zgadzam się z tobą w stu procentach. Jesteś skończonym dupkiem i nie zasługujesz na wybaczenie. Masz 5 minut i ani sekundy dłużej.
-No, więc na początku chcę cię przeprosić za to, że zostawiłem cię w momencie, w którym najbardziej mnie potrzebowałaś, za to, że zrobiłem ci dziecko i za to, że mnie poznałaś… przepraszam Mirabel. Ale nie mogę nic na to poradzić. I chcę jedynie tego, żebyś, kiedy dziecko się urodzi pozwoliła mi się z nim lub nią spotykać.
-To wszystko? – zapytała stwarzając wrażenie znudzonej.
-Nie. Jeszcze bardzo cię proszę, żebyś dbała o siebie i urodziła to dziecko. Bo słyszałem, że kilka dni temu piłaś i …
-Gówno cię to obchodzi, tak?! Zrobię co zechcę i urodzę to maleństwo, bo je kocham jasne? A teraz żegnam pana! – wykrzyczała zdenerwowana Bieberówna i zamknęła chłopakowi drzwi przed nosem.
Przygnębiony Christian szedł uliczkami Los Angeles, kierując się w stronę domu swojego najlepszego przyjaciela. Będąc już przed domem państwa Mallow, zadzwonił do drzwi, które chwilę potem otworzył mu kumpel. Przywitali się ``po męsku`` i udali się do pokoju Treya.
-I co, byłeś u niej? – spytał gospodarz.
-No… wysłuchała mnie, a później trzasnęła drzwiami. Powiedziała, że urodzi to dziecko, ale o mnie nic nie wspomniała... - zaczął mówić przybity Night.
-Stary, będzie dobrze. Musi się oswoić z tym, że wróciłeś i porozmawia z tobą. Oczywiście nie chodzi mi o jutro, ani nawet za tydzień, ale zobaczysz, że to nieuniknione…
Obaj chłopcy wypili po dwa piwa, po czym obejrzeli jakiś mecz i położyli się spać.
-Cześć Ama. – dziewczyna przytuliła swoją przyjaciółkę.
-Cześć mój grubasku! – Amanda cmoknęła Bieberównę w policzek i się zaśmiała.
-Ha-ha, bardzo śmieszne… naprawdę już utyłam?- spytała zmartwiona Mirabel. Panna Newcastle tylko wybuchła głośnym śmiechem. – no nie śmiej się ze mnie. Nie moja wina, że przejmuje się tym, żeby ten dzidziuś nie zrobił ze mnie słonicy – zachichotała.
-Ha-ha… Jejciu… no ja nie mogę… będę ciocią – Amanda zagrała wzruszenie. – o już 17… Chodź! – i pociągnęła zdezorientowaną brunetkę do parku. Było gorąco, więc ubiór nastolatek pasował do pogody. Bieberówna miała na sobie dżinsowe shorty, czarną bluzkę z motywem *Scoobby Doo i granatowe converse, a jej towarzyszka białą bokserkę, spódnicę w kwiatki, morelową narzutkę i ciemnoniebieskie buty tej samej firmy. Obie oczywiście na nosach miały ray bany.
-Ale po co my to tak właściwie przyszłyśmy?
-Cześć wam kobiety moje kochane! – uścisnął przyjaciółki Trey.
-Cześć dziewczyny.. – przywitał się Chris.
-Witam chłopca, który uważa się za mężczyznę i Chrisa – powitała chłopaków, podobnie jak jakiś czas wcześniej Mirabel, Amanda. A córka Biebera tylko pustym wzrokiem wpatrywała się w młodego Nighta.
-Mi, proszę porozmawiaj ze mną – wyszeptał syn Zacka. Na szczęście był czujny i zdążył uchronić dziewczyną przed upadkiem. Wziął ją w ramiona i mocno przytulił, zaś widząc, że ta traci przytomność, nakazał zadzwonić po pogotowie. Po chwili karetka już zabierała Mirabel do szpitala, a Christian wybłagał pojechanie z nią. Roztrzęsiona Amanda stała w objęciach Mallowa, który głaskał ją po plecach i uspakajał.
-Csiii – pocałował koleżankę we włosy – będzie dobrze, zobaczysz. Czasami się zdarza, że kobiety w ciąży mogą zemdleć, tak bez powodu. Ej mała no nie płacz . – otarł jej łzy. – chodź pojedziemy tam.
Chłopak siedział przed salą szpitalną i czekał, aż ktoś powie mu co się dzieje z jego… no właśnie kim? Chwilę później na korytarzu zjawił się zdenerwowany Justin, a za nim weszła – niewiele spokojniejsza – jego żona.
-Co się stało?! – krzyknął – Christian, gdzie moja córka?! – smutnym wzrokiem wskazał na drzwi, za którymi znajdowała się dziewczyna.
-Justin, uspokój się! Nie wejdziesz tam!
-Ale moja córka…
-Bieber, moja też, ale nie wejdziesz. Zrozum, żeby można było tam być, to Chris nie siedziałby tutaj. – wytłumaczyła mężowi Jessica.
-No dobra. Christian, co z nią? – zadał, tym razem spokojnie, pytanie mężczyzna.
-Zemdlała, ale nic więcej nie wiadomo. Czekamy, aż wyjdzie lekarz. Wujku, ja naprawdę nie chciałem, żeby tak wyszło. Nie chciałem jej zrobić krzywdy, dziecka. – wyłkał.
-Spieprzyłem jej życie. – rozkleił się.
-Nieprawda! Mnie też wydawało się, że spieprzyłem życie Jessice, ale tak nie jest. Oboje kochamy Mirabel i nie wyobrażamy sobie życia bez niej. Zobaczysz. Z wami też tak będzie, bez względu na to, czy postanowicie być razem, czy zostać tylko przyjaciółmi. – wytłumaczył starszy z nich, a w tym czasie na korytarz weszła zapłakana Amanda, a tuż za nią podążał Trey.
-Co z nią? – rzuciła w stronę trójki siedzącej przed salą.
-Nie wie…
-Pan Bieber, dzień dobry. Pan jest ojcem pacjentki, prawda? – zapytał doktor Pierre wychodząc z pomieszczenia.
-Tak, jestem jej ojcem. Panie doktorze, co z nią?
-Jestem lekarzem prowadzącym, ginekologiem. Pacjentka zasłabła…
-A co z dzieckiem? – wtrącił się Chris.
-A pan jest?
-Jestem… jestem…
-Jej chłopakiem – oznajmił Justin.
-Tak więc, z dzieckiem wszystko w porządku. Żyje. A mirabel zasłabła przez pogodę. Nic się nie dzieje i, jeżeli wszystkie wyniki będą w normie, to nawet jutro ją wypiszemy.
-Można do niej wejść? – spytał syn Zacka.
-Śmiało. – powiedział lekarz i odszedł.
Chłopak niepewnie otworzył drzwi i powoli wszedł do środka. Zobaczył ją. Była o wiele mniej blada niż, gdy ją tu przywieźli. Leżała i uśmiechała się. Jednak uśmiech znikł z jej twarzy, kiedy zobaczyła swojego ostatniego gościa. Christian bez słowa podszedł do krzesełka, które znajdowało się przy łóżku dziewczyny i usiadł na nim. Po chwili namysłu, zdecydował się ująć jej dłoń i pogładził ją.
-Po co przyszedłeś? – spytała spokojnie.
-Chciałem porozmawiać. – uśmiechnął się nikle.
-Ale, my nie…
-Mamy o czym Mi i nie zaprzeczaj.
-Nie chcę, żebyś był ojcem tego dziecka. – to jedno zdanie zadziałało na niego jak tysiąc noży wbijanych w jego serce i inne ważne narządy. Zadała mu tym cholerny ból, trafiła w samo serce.
-Ale jestem jego ojcem i tego nie zmienisz. – po jego policzku spłynęła pojedyncza łza.
-Bardzo bym tego chciała…
Subskrybuj:
Posty (Atom)